Lengyel, magyar – két jó barát

Uff. To była długa noc, ale jesteśmy. W sumie to muszę przyznać, że podróż minęła nad wyraz sprawnie i spokojnie. Elegancka autostrada aż do ostatnich ok 100km. Zamiana kierowców jakoś świtem. Pasażerowie grzecznie drzemali całą drogę. 👍👍👍

Po niemal równych 9 godzinach dotarliśmy na miejsce. Jesteśmy nad Balatonem w miejscowości Balatonfüred. W sumie to nie mamy wielkich oczekiwań względem tego miejsca. Ot taka przerośnięta kałuża w centrum węgierskiej niziny;) Ma być miło i ciepło. 🚣🏊🌅🏖️☀️⛵⛱️Franek ma spotkać się z kolegą. My również cieszymy się na dodatkowe towarzystwo. Tylko tyle i aż tyle

No i w sumie już na wstępie dwie niespodzianki.⚠️⚠️.

Pierwsza, mało zachwycająca – deszcz i 15°C. Na tyle mało ciekawie, że spod bramy kempingu zawracamy rozprostować nogi i coś zjeść do… pobliskiego centrum handlowego.

Na Węgrzech wita nas … Tesco 😉

Ale druga, już całkiem przyjemna, bo trochę przez przypadek trafiamy do bardzo urokliwej miejscowości na półwyspie Tihany. Planowaliśmy, że dzisiejszy dzień spędzony „chillując” na plaży. Niestety prognozy straszyły przelotnym deszczem aż do wczesnego popołudnia, także trzeba było szukać planu B. No i w sumie wyszło nie najgorzej:

Pogoda nas jednak nie rozpieszczała cały dzień, ale finalnie udało się rozbić namiot, złapać trochę słońca, pobawić się w basenie. To był dobry, długi dzień.

Nasze obozowisko na kempingu w Balatonfüred
😀

Jesteśmy tu:

Dodaj komentarz