Muzeum Sportu i Turystyki i dalszy ciąg poszukiwań tajemniczego Karkonosza.

Faktycznie zgodnie z prognozami mocny deszcze padał od wieczora poprzedniego dnia aż do wczesnego popołudnia. Generalnie cały kemping zmienił się w jedną wielką kałużę. Kałużę mieliśmy i pod namiotem i wszędzie dookoła – kilka cm wody. Na szczęście nasz namiot zdał egzamin i w sumie jedynymi szkodami były zawilgotniałe śpiewniki. Inni chyba nie mieli tyle szczęścia, bo zadaszony taras zmienił się w wielką suszarnie – przemoczonych namiotów, ubrań, butów i innych rzeczy.

Gdy wreszcie pojawiła się szansa, że to koniec deszczu, ruszyliśmy do Muzeum Sportu i Turystyki. Na deptaku na powrót pojawiły się już tłumy wczasowiczów. Natomiast w muzeum raptem garstka ludzi… A to dziwne, bo wydawało się, że to takie „podstawowe” miejsce w Karpaczu. Jest to chyba najstarsze muzeum w tym mieście. Już w latach 20. XX ta góralska chata pełniła funkcję Muzeum Regionalnego. Dodatkowo, jak się okazało na miejscu, dzisiaj jest dzień bezpłatny. Nie wiem co robią ci wszyscy ludzie, którzy tu przyjeżdżają, ale chyba omijają wiele ciekawych miejsc.

Obecnie w Muzeum Sportu i Turystyki można znaleźć eksponaty dokumentujące genezę i rozwój turystyki w Karkonoszach, rozwój sportów zimowych i sukcesy tutejszych sportowców. W ostatniej izbie znajdziemy informacje i eksponaty dotyczące ochrony przyrody. Zwiedzanie pani z kasy oszacowała na ok. pół godzinki. I tak, wyposażeni w audio przewodniki przystąpiliśmy do zwiedzania. Po bitej godzinie byliśmy mniej więcej w połowie 😉 A ponieważ zbliżała godzina zamknięcia muzeum, postanowiłam się upewnić, czy mamy już rozpoczynać muzealny sprint. Pani z kasy już nie było. Był za to starszy mężczyzna, przewodnik karkonoski. „Spokojnie, zwiedzajcie ile chcecie. Ja tu jestem do rana”.

Chwile później, gdy już muzeum zostało oficjalnie zamknięte, przewodnik dołączył do nas i dalej zwiedzaliśmy już razem. Od tej chwili wyposażeni nie tylko w nagrania audioguide, ale i ciekawostki, które na bieżąco serwował nam gospodarz muzeum. Na przykład, okazało się, że był na jednym z jubileuszowych zdjęć przewodników karkonoskich z lat 80. i, że dobrze pamiętał słynną tragedię w Białym Jarze. To było wyjątkowe zwiedzanie. Wydawało się, że ten człowiek też czerpał satysfakcję, z tego, że mógł potowarzyszyć turystom, który zdają się być faktycznie zainteresowani tematem, a nie „zaliczają” całą ekspozycję w 5 minut.

Pożegnawszy się z panem przewodnikiem, poszliśmy dalej śladami naszej gry miejskiej. Zobaczyliśmy (podobno) najmniejszą ulicę w Polsce, zaporę na Łomnicy, park z figurami karkonoskich zwierząt oraz kolejny pomnik Ducha Gór (tym razem pod postacią brodatego starca).

Dodaj komentarz