Pozytywne zaskoczenie

Na każdym wyjeździe mamy takie przynajmniej jedno miejsce, jeden kemping, który nas bardzo pozytywnie zaskakuje. I tak było i tym razem…

Kiedy wczoraj, już mocno pod wieczór, doszliśmy do samochodu pod zamkiem Książ, tak na prawdę ciągle jeszcze nie mieliśmy planu gdzie jedziemy. Byliśmy już mocno zmordowani atrakcjami zamku. Z Bielawy się zebraliśmy, więc nie było gdzie wracać. Trzeba było jechać dalej. Tradycyjnie na naszych wyjazdach mam moją strategiczną mapką z mrowiem punktów i punkcików – co warto zobaczyć, jakieś ciekawostki, kempingi z nienajgorszymi opiniami itp. Także wybraliśmy najbliższy punkcik z tej ostatniej kategorii i ruszyliśmy.

Po niecałej godzinie zajechaliśmy na Camping pod Lasem w Bolkowie, a dokładniej pomiędzy Bolkowem a ruinami zamku Świny. I to właśnie było TO miejsce.

Przywitał nas gospodarz kempingu. Wsłuchał się w moje wszystkie widzi-mi-się odnośnie miejsca pod namiot. Żeby było trochę cienia, nie za daleko do kibelka, może jakieś atrakcje dla dzieciaków i takie tam. Potem teatralnie się zadumał i z wnikliwością zaczął obserwować chłopaków, którzy jak zwykle cudowali przed recepcją. Już ich miałam tłumaczyć, że im odwala, bo są zmęczeni, ale ten odezwał się ” Hmmmmm no właśnie tak ich obserwuję i się zastanawiam, gdzie wam będzie najlepiej…hmmmm… miejsce 28 albo 27 będzie odpowiednie”. Miejsce faktycznie było strzałem w dziesiątkę – masa przestrzeni, trochę drzewek dających cień i wielki plac zabaw na wyciągnięcie ręki. Zanim zdążyliśmy wyciągnąć z samochodu namiot na miejscu 28, gospodarz przyszedł do nas z watą cukrową dla dzieciaków. „To jest wata powitalna, tylko nie zapomnijcie się zgłosić po pożegnalną na wyjeździe”. Ja na to, że my tylko na dwie noce, więc może to za dużo tych dobroci. Ten tylko się uśmiechnął i powiedział „I tak zostaniecie na dłużej”.

Trzeba przyznać, że kemping już na pierwszy rzut oka robił bardzo dobre wrażenie. Teren bardzo zadbany, ale też zróżnicowany. Chciałoby się napisać – dla każdego coś miłego. Jest i zaciszna strefa w dole na strumyku i bardziej otwarta, z placami zabaw i z hamakami. Z każdego miejsca jest blisko do kibelka i punktu mycia naczyń, bo takich sanitariatów jest po prostu całkiem sporo. Na prawdę ok.

Następnego dnia odkryliśmy jeszcze jeden obszar z basenem, boiskiem do siatki i piłki nożnej oraz kuchnią z jadalnią i świetlicą. W świetlicy np. na wypadek deszczu (choć nie tylko) był stół do ping-ponga, piłkarzyki, trochę zabawek i sporo stołów. Było też miejsce na ognisko i murowane grille. W zasadzie to te ostatnie były w paru miejscach kempingu, tak, żeby każdy znalazł wieczorem wygodne dla siebie miejsce.

Już od rana gospodarz był na posterunku, skory do opowieści o okolicznych atrakcjach. Propozycjami sypał jak z rękawa – zupełnie jakby Bolków był nową stolicą polskiej turystyki. To on wysłał nas na poszukiwanie agatów i w Rudawy Janowickie. Na zamek w Bolkowie i w ruiny zamku Świny „Do ruin pójdzie na nocnie zwiedzanie, na zmierzch, ja zadzwonię do kustosza, on was specjalnie wpuści, bo normalnie to jest zamknięte”. Tego ostatniego punktu nie udało nam się zrealizować, że względu na krótką niedyspozycję Franka. „A dla dzieciaków to niedaleko otwarto tor motocrossowy” ” a tak w ogóle to dam wam wędkę, niech chłopaki połowią w stawie na końcu kempingu”.

Poza wycieczkami sporą część czasu spędziliśmy po prostu na kempingu, a to na basenie, a grając w nogę lub piłkarzyki. Wieczorami wreszcie udawało nam się zrobić słuszny użytek z gitary. Do późnych godzin siedzieliśmy przy ognisku z nowo poznanymi znajomymi – bardzo pozytywnymi rodzinami z Kołobrzegu i Łodzi. Były kiełbaski i śpiewy. Nie mogło z nami również zabraknąć gospodarza! Przy ognisku zdradził częstował pyszną nalewką własnej roboty „Dla dzieciaków mam watę cukrową, a dla rodziców o takie ;)”

I tak przez cztery (a nie dwa jak zakładaliśmy;)) kolejne dni budził nas lekki bół głowy i poczucie, że jesteśmy w naprawdę fajnym i ciekawym miejscu.

Dodaj komentarz